ZŁODZIEJE W TOGACH

16 lutego 2017, Katarzyna K.-H.
NASTĘPNY SĘDZIA ZŁODZIEJ. TYM RAZEM PANI SĘDZIA PRÓBOWAŁA UKRAŚĆ… SPODNIE!
Jak informuje „Super Express” tym razem sprawa dotyczy łódzkiej sędzi Katarzyny K.-H., która próbowała ukraść… spodnie.
Sprawa miała miejsce we wrześniu ubiegłego roku w łódzkim Centrum Handlowym „Manufaktura”.
Katarzyna K.-H. jest sędzią Sądu Okręgowego w stanie spoczynku. Podczas wizyty w jednym ze sklepów odzieżowych, kobiecie spodobały się spodnie o wartości 129,90 zł. Nie zamierzała jednak za nie zapłacić, a wynieść ze sklepu.
Pracownikom ochrony udało się udaremnić próbę kradzieży, którzy o całym zajściu zawiadomili przełożonych sędzi, czyli kierownictwo Sądu Okręgowego w Łodzi. Sprawa trafia do rzecznika dyscyplinarnego Sądu Apelacyjnego, który 31 stycznia 2017 roku wszczął postępowanie dyscyplinarne.
– Kierownictwo sądu okręgowego wie o zdarzeniu z 18 września 2016 r. Materiały w tej sprawie przekazano zastępcy rzecznika dyscyplinarnego Sądu Apelacyjnego w Łodzi. Tam prowadzone jest postępowanie dyscyplinarne – potwierdziła w rozmowie z „Super Expressem” rzecznik prasowa ds. cywilnych Sądu Okręgowego w Łodzi.

Źródło: se.pl, telewizjarepublika.pl, http://telewizjarepublika.pl/nastepny-sedzia-zlodziej-tym-razem-pani-sedzia-probowala-ukrasc-spodnie,44649.html

________________________________________________________
07 lipca 2017, Mirosław Topyła
SĘDZIA-ZŁODZIEJ USUNIĘTY Z ZAWODU
Usunięcie ze stanu sędziowskiego, czyli złożenie sędziego z urzędu – taki wyrok wydał łódzki sąd apelacyjny badający sprawę dyscyplinarną wiceprezesa Sądu Rejonowego w Żyrardowie Mirosława T., któremu zarzuca się kradzież 50 zł na stacji paliw.
Jak poinformował rzecznik SA sędzia Piotr Feliniak – złożenie z urzędu sędziego to najwyższa kara dyscyplinarna, jaką mógł orzec sąd dyscyplinarny w tej sprawie. Orzeczenie jest nieprawomocne i sędzia T. może się od niego odwołać do Sądu Najwyższego.
Feliniak poinformował również, że sąd dyscyplinarny utrzymał wcześniejszą decyzję o obniżeniu o 25 proc. wynagrodzenia sędziego i odsunięcie go od wykonywania orzekania.
Do zdarzenia doszło 3 marca. Sędzia Mirosław T. miał zabrać banknot położony na ladę przez kobietę, gdy ta na chwilę odwróciła się od kasy. Twierdził, że zrobił to „nieświadomie”.
W związku ze zdarzeniem rzecznik dyscyplinarny przy Sądzie Okręgowym w Płocku wystąpił z wnioskiem o ukaranie sędziego do Sądu Dyscyplinarnego przy Sądzie Apelacyjnym w Łodzi.

Źródło: Niezalezna.pl, PAP, http://niezalezna.pl/101828-sedzia-zlodziej-usuniety-z-zawodu

________________________________________________________
13 lutego 2017, Paweł Marycz
TYLKO U NAS! ZNANY SĘDZIA ZE SZCZECINA UKRADŁ ELEMENT WKRĘTARKI
Paweł M.

Kolejny złodziejski skandal z udziałem sędziego – tym razem z wydziału karnego Sądu Okręgowego w Szczecinie! Sędzia Paweł M. (56 l.) bardzo groźnych przestępców wsadzał za kraty. Jak dowiedział się Fakt, sędzia sam niedługo stanie przed sądem, bo został złapany przez ochroniarzy na kradzieży elementu wkrętarki!
Sędzia wybrał się 30 czerwca 2016 r. do marketu Leroy Merlin. Na jego dziwne zachowanie zwrócili uwagę ochroniarze, bo kręcił się po sklepie kilkanaście minut, nie miał ze sobą koszyka. W pewnym momencie schował do kieszeni element wkrętarki. Wszystko nagrało się na kamerach monitoringu. Gdy wychodził, został zatrzymany przez ochroniarzy.

Marcin Kokolus
Źródło: „Fakt”, http://www.fakt.pl/wydarzenia/polska/pomorze-zachodnie/sedzia-zlodziej-ze-szczecina-pawel-m-ukradl-ze-sklepu-wkretarki/767k9hj

________________________________________________________
8 lutego 2017, Robert Wróblewski
TAK SĘDZIA OKRADAŁ SKLEP WE WROCŁAWIU
Robert Wróblewski

„Człowiek kryształ” – tak o sędzi Robercie Wróblewskim z Sądu Apelacyjnego we Wrocławiu mówią jego koledzy po fachu. Ale wszystko wskazuje na to, że ten wizerunek legł w gruzach. Wczoraj prokuratura wszczęła w jego sprawie śledztwo. Dzień wcześniej sędzia został złapany przez ochroniarzy jednego z marketów z elektroniką. Miał przy sobie gadżety, za które nie zapłacił. Jak mogło do tego dość?
Około godz. 14 w poniedziałek ochrona Media Marktu zauważyła na monitoringu podejrzanie zachowującego się mężczyznę w średnim wieku. Oglądał zabezpieczenia różnych sprzętów, po czym odkładał je z powrotem na półki. Szedł dalej i znów to samo. Robił to w taki sposób, że ochroniarze zaczęli go śledzić. – Zauważyliśmy, że na regałach jest sporo pustych opakowań – zeznali. Ale nie interweniowali. Czekali na to, jak klient się zachowa przy kasie. Mężczyzna zapłacił tylko za jedną rzecz i ruszył w stronę wyjścia. Tuż za kasami zatrzymali go ochroniarze. Poprosili, by wyjął wszystkie rzeczy. Wówczas starszy pokazał legitymację sędziowską.
– Chroni mnie immunitet – miał oświadczyć. To jednak nie pomogło. Na prośbę policji, która została wezwana do sklepu, prezes Sądu Apelacyjnego zgodziła się na przeszukanie sędziego i jego samochodu. Wtedy okazało się, że miał przy sobie 18 różnych artykułów elektronicznych – słuchawki, głośniki, karty pamięci i pendrive’y o wartości ok. 2,4 tys. zł. Część z tych przedmiotów miała odcięte klipsy zabezpieczające. Sędzia miał przy sobie także cążki i nożyk do rozcinania opakowań. – Narzędzia te służyły do naprawy samochodu – miał tłumaczyć.
Jeszcze tego samego dnia, późnym wieczorem, policja przeszukała mieszkanie sędziego. Również tam znaleziono kilka podejrzanych rzeczy, które zostały zabezpieczone. We wtorek prokuratura nadała sprawie oficjalny bieg. – Wszczęliśmy śledztwo w sprawie kradzieży w jednym z marketów, której miał dopuścić się wrocławski sędzia – informuje Małgorzata Klaus z Prokuratury Okręgowej we Wrocławiu. Ważą się też losy zawodowe Wróblewskiego. Kolegium Sądu Apelacyjnego wystąpiło do Rzecznika Dyscyplinarnego z żądaniem podjęcia czynności dyscyplinarnych. Poprosiło też śledczych o materiały, którymi dysponują, a samego sędziego o wyjaśnienia.
– Podczas Kolegium Sądu Apelacyjnego pan sędzia poinformował nas o przebiegu zdarzenia. Stanowczo zaprzeczył, jakoby dokonał kradzieży. Twierdzi, że tych kilka pendrive’ów miał przy sobie, bo kupił je wcześniej w innym miejscu. Powiedział również, że policja została wezwana na jego prośbę – mówi Małgorzata Lamparska, rzecznik Sądu Apelacyjnego we Wrocławiu. Sam sędzie złożył wczoraj wniosek o urlop.
W sprawie zabrał też głos minister sprawiedliwości: – Z żalem przyjąłem informację o sędzim, który został wskazany przez ochronę sklepu jako złodziej. Z żalem, ale i z zażenowaniem, że sędzia, który na co dzień sam wymierza sprawiedliwość, mógł się dopuścić tak pospolitego przestępstwa. Jeśli te doniesienia się potwierdzą, będziemy wyciągać wobec sędziego surowe konsekwencje – mówi nam Zbigniew Ziobro (46 l.). – Prawo ma być równe dla wszystkich. Koniec z „nadzwyczajną kastą ludzi”, jak to niektórzy sędziowie mówią o sobie – dodaje.

Maria Bartoszko
Źródło: „Fakt”, http://www.fakt.pl/wydarzenia/polska/wroclaw/wroclaw-sedzia-robert-wroblewski-okradal-media-markt/7hx69qk

________________________________________________________
26 stycznia 2017, Maria Brandtke
SĘDZIA Z TRÓJMIASTA MA 37 LAT I PONAD 6 TYS. ZŁ EMERYTURY!
Maria Brandtke

Żyć, nie umierać! To porzekadło jak ulał pasuje do emerytowanej sędzi z Trójmiasta, Marii Bradtke (37 l.). Choć na etacie sędziowskim pracowała zaledwie trzy lata, to dziś zgarnia grubo ponad 6 tys. zł emerytury. W tak młodym wieku może nie robić kompletnie nic, a na jej konto wpływa suma, która z powodzeniem wystarcza na cieszenie się urokami życia.
Swoją karierę zaczęła u boku prezesa Gdańskiego Sądu Okręgowego Ryszarda Milewskiego. Tego samego, który zasłynął przy okazji afery Amber Gold. Była jego asystentką. W 2011 roku Milewski postanowił ją awansować. Kiedy w listopadzie zwolnił się etat sędziowski w Sądzie Rejonowym w Sopocie, od razu polecił tam swoją znajomą. A wszystko po to, aby – jak uzasadniał w oficjalnym piśmie – „poprawić jakość postępowania karnego”.
Bradtke została przewodniczącą II Wydziału Karnego. W 2012 roku orzekała w sprawie Jacka Karnowskiego (53 l.), prezydenta Sopotu. Prokuratura zarzucała mu korupcję. Sędzia Milewski występował w tym procesie jako świadek. Pani sędzia umorzyła większość zarzutów korupcyjnych.
Po dwóch latach stanęła zaś przed sądem dyscyplinarnym w innej sprawie. Okazało się, że bezprawnie przetrzymywała dwie osoby. Sama przyznała nawet, że… nie jest kompetentna.
– Brakowało mi doświadczenia w pełnieniu funkcji przewodniczącej i w ogóle w pracy sędziego – tłumaczyła się przed sądem dyscyplinarnym w 2014 roku.
We wrześniu 2014 roku Bradtke, oficjalnie z powodu złego stanu zdrowia, przeszła w stan spoczynku. Decyzję wydała Krajowa Rada Sądownictwa na wniosek Kolegium Sądu Okręgowego w Gdańsku. Wcześniejsze przejście na emeryturę daje sędziom ustawa z 2001 roku „Prawo o ustroju sądów powszechnych”. Na podstawie tej ustawy wyliczono jej też gigantyczną emeryturę.
– Krew człowieka zalewa! Zwykły Polak musi tyrać kilkadziesiąt lat, a i tak dostaje grosze – tak reagują mieszkańcy Gdańska na wieść o sowitej emeryturze 37-latki.

Źródło: „Fakt”, http://www.fakt.pl/wydarzenia/polska/trojmiasto/sedzia-z-trojmiasta-maria-bradtke-ma-37-lat-i-ponad-6-tys-zl-emerytury/9k96xmg

________________________________________________________
31 grudnia 2016, Tomasz L.
SĘDZIA MOŻE KŁAMAĆ, A TY NIE
Tomasz L.

Każdy szary człowiek, gdy dostanie mandat za przekroczenie prędkości, musi go zapłacić. Ale nie sędzia. On może kłamać w swojej obronie, zasłaniać się immunitetem, by nie zapłacić kary. I nie poniesie za to żadnej kary! Tak było w przypadku sędziego z Zielonej Góry. Kuriozalne jest też uzasadnienie.
Sędzia Tomasz L. z Zielonej Góry nie jest przestępcą, ale zdarzyło mu się w terenie zabudowanym jechać 14 km/godz. za szybko. Nikt by się o tym nie dowiedział, gdyby zapłacił 100 zł mandatu. Ale sędzia najpierw wypierał się, że kierował samochodem, a gdy Generalna Inspekcja Transportu Drogowego przesłała powiększone zdjęcia z fotoradaru, na którym widać wyraźnie pana sędziego i numer rejestracyjny jego auta, zasłonił się… immunitetem sędziowskim.
Sędzia stanął przed sądem dyscyplinarnym. Najpierw w Poznaniu. Tutaj jego koledzy po fachu uznali, że postępowanie Tomasza L. nosiło cechy mataczenia (czyli zatajania dowodów w celu utrudniania postępowania) i ukarali go upomnieniem. Ale sędzia odwołał się do Sądu Najwyższego.
Tam sąd dyscyplinarny uniewinnił go, bo uznał, że miał prawo nie przyznać się do przekroczenia prędkości i kłamać, że to nie on jechał swoim oplem. – Sąd Najwyższy uznał, że nie było to mataczenie i nie uchybiało godności urzędu, a mieściło się w minimalnych dopuszczalnych granicach realizacji prawa do obrony – twierdzi sędzia Michał Laskowski, rzecznik Sądu Najwyższego. – Innymi słowy nie można karać dyscyplinarnie za brak przyznania się – dodał.
Pan sędzia ma się zatem doskonale. I wciąż pracuje jako sędzia! – Nadal orzeka w wydziale gospodarczym, a ta sprawa nie ma żadnego wpływu na jego status sędziego – przyznaje sędzia Wojciech Górniak, prezes Sądu Rejonowego w Zielonej Górze.

Źródło: „Fakt”, http://www.fakt.pl/wydarzenia/polska/sedzie-moze-klamac-a-ty-nie/9q7p6mf

________________________________________________________
12 lutego 2017, Opinie
ZIOBRO: TRZEBA PATRZEĆ NA RĘCE KAŻDEJ WŁADZY, TAKŻE TEJ TRZECIEJ
W rozmowie z portalem wPolityce.pl Zbigniew Ziobro poruszył temat krytyki wyroków sądowych. Zdaniem ministra sprawiedliwości ludzie, którzy stoją na straży sprawiedliwości, nie stają się z tego powodu nieomylni czy wolni od pokus, a zakazywanie krytyki działań jakiejkolwiek władzy, w tym tej trzeciej, pachnie totalitaryzmem.
– Czy w demokratycznym społeczeństwie można zabronić oceniania podejmowanych przez władzę decyzji? To oczywiście pytanie retoryczne. Skoro jest prawo do oceny, to także do krytyki. To relikt komunistyczny, gdy usiłuje się nam wmówić, że nie wolno krytykować wyroków sądów. Zakazywanie krytyki działań jakiejkolwiek władzy, w tym tej trzeciej, pachnie totalitaryzmem – odpowiedział Zbigniew Ziobro na pytanie o to, czy obywatele, dziennikarze i politycy mają prawo wyrażać swoje zdanie na temat orzeczeń sędziowskich.
Zdaniem ministra pogląd o zakazie krytyki jest nie tylko błędny, lecz wręcz szkodliwy. – Sędziowie mają nieraz większą władzę w stosunku do obywatela niż cały rząd razem wzięty. Rząd nie ma takiego prawa, a sąd może odebrać dzieci, majątek, może ubezwłasnowolnić i na lata umieścić kogoś w zakładzie psychiatrycznym, a nawet na całe życie w więzieniu – wyjaśnił Ziobro. – Pamiętajmy, że ludzie, którzy zakładają togę i łańcuch, nie stają się z tego powodu nieomylni czy wolni od pokus, np. korupcji. Dlatego trzeba patrzeć na ręce każdej władzy, także tej trzeciej – dodał.
Pytany o opinię Krajowej Rady Sądownictwa, że wywiera bezprawne naciski na sądy i ich niezawisłość, w kontekście wypowiedzi o wypuszczeniu na wolność „Hossa”, czyli organizatora grupy oszukującej metodą „na wnuczka”, minister odparł: „pycha odbiera rozum”. – Jak trzeba być w sobie zadufanym, jak niemądrym, by bronić decyzji o wypuszczeniu na wolność groźnego przestępcy, którego szuka pół Europy, który ukrywał się przed organami ścigania przez półtora roku? – podkreślił.
– Jeśli przedstawiciele tych, którzy sami siebie nazywają nadzwyczajną kastą, liczą, że sędziowie mogą w trakcie orzekania, chowając się za immunitetem i niezawisłością, bezkarnie popełniać przestępstwa, to mam dla nich złą wiadomość. Zawsze, gdy będzie takie podejrzenie, prokuratura będzie prowadzić śledztwo. Sędziowie z KRS nie mogą oczekiwać, że prawo nie będzie ich dotyczyło – podsumował minister.

Źródło: „Fakt”, http://www.fakt.pl/wydarzenia/polska/ziobro-zakaz-krytyki-sedziow-pachnie-totalitaryzmem/kqbyzf8

________________________________________________________
6 lutego, Opinie
ZIOBRO: TOGA I ŁAŃCUCH NA PIERSI NIE UPRAWNIAJĄ DO BEZKARNOŚCI
Zbigniew Ziobro odniósł się do sprawy sędziego wskazanego przez pracowników ochrony marketu jako sprawcy kradzieży. Według ministra sprawiedliwości to smutne, że na gorącym uczynku jest zatrzymywany właśnie sędzia. Zaznaczył też, że w takich sprawach będzie zachowana stanowczość i zdecydowanie wobec popełnionego czynu.
Sędzia wrocławskiego sądu został wskazany jako sprawca kradzieży przez pracowników ochrony jednego z marketów ze sprzętem elektronicznym. Trwają czynności sprawdzające w tej sprawie, które polegają m.in. na zabezpieczaniu zapisu z kamer. Postępowanie prowadzi Prokuratura Rejonowa Krzyki-Zachód. Podejrzanego chroni immunitet sędziowski, który uniemożliwia przesłuchanie i zatrzymanie domniemanego złodzieja. Prokuratura potwierdziła jednak, że sędzia uczestniczy w postępowaniu.
– To bardzo smutne, że na gorącym uczynku jest zatrzymywany sędzia i to wydziału karnego Sąd Apelacyjnego. To jest kolejny przypadek. Mamy sprawę Sądu Apelacyjnego w Krakowie, prezesa tamtejszego sądu, ale też innych sędziów, których rolę procesowo wyjaśniamy – powiedział Zbigniew Ziobro w TVP.
Zapewnił, że w takich sytuacjach wymiar sprawiedliwości będzie stanowczy i zdecydowany. – Kończy się definitywnie czas poczucia bezkarności ludzi, którzy z tego powodu, że mają togę i łańcuch na piersi, mogą liczyć na bezkarność. Po to też proponuję zmiany systemowe, które niebawem wejdą w życie – podkreślił minister sprawiedliwości. – Zmiany, które proponujemy, służą, aby jak najszybciej takie sytuacje rozstrzygać, uchylać szybko immunitet. Stosować wszystkie środki, które przewiduje polskie prawo i w konsekwencji oczyszczać środowisko polskich sędziów – dodał.

Źródło: „Fakt”, http://www.fakt.pl/wydarzenia/polska/ziobro-o-sedzim-wskazanym-jako-sprawca-kradziezy/ev09br4

________________________________________________________
12 lutego 2017, żona Roberta Wróblewskiego, Ewa W.
ŻONA SĘDZIEGO OD PENDRIVE’ÓW ZATRZYMANA. ZARZUT? KRADZIEŻ PENDRIVE’ÓW!
Żona wrocławskiego sędziego Sądu Apelacyjnego Roberta W. została zatrzymana przez wałbrzyską policję pod zarzutem kradzieży nośników pamięci i głośników w miejscowym sklepie z elektroniką. Informację potwierdziła nam rzeczniczka prokuratury krajowej Ewa Bialik. Robert W. – przypomnijmy – został posądzony o kradzież pendrive’ów przez ochronę wrocławskiego Media Marktu.

Źródło: portal Naszemiasto.pl, http://walbrzych.naszemiasto.pl/tag/sedzia-zlodziej.html

________________________________________________________
23 lutego 2017, Małgorzata Gersdorf
JUŻ NIE ZA 6, ALE ZA 10 TYSIĘCY TYLKO IDIOTA, ZŁODZIEJ I SĘDZIA NA PROWINCJI ROBIMałgorzata Gersdorf

Nikt nie lubi słuchać wypowiedzi ignorantów, ale bądźmy też uczciwi, z drugiej strony prawie każdy Polak się wypowiada na wszystkie możliwe tematy. Pani prezes Sądu Najwyższego, która w tej chwili jest wyjątkowo nerwowa, bo prokuratura wznowiła postępowanie w jej sprawie, też się zdarzyło wypowiedzieć z pełną ignorancją. Po Polsce poniosło się nowe „za 6 tysięcy to tylko idiota pracuje”, ale stawkę podniesiono do 10 tysięcy i do zarabiających idiotów i złodziei, dołączono sędziów . Pani Małgorzata Gersdorf raczyła była podsumować zarobki sędziów i uznała, że ich wielkość pozwala na godne życie, ale co najwyżej na prowincji. Wypowiedź sama w sobie podniosła ciśnienie obecnym i przyszłym „klientom” sądów, którzy nie znają wszystkich opinii pani prezes.
Wcześniej ta sama gwiazda palestry krytykowała 500+ i oświadczyła, że osobiście zna rodzinę z czwórką dzieci, która z powodzeniem żyje za 1500 złotych. Prawda jaki piękny kontrast i precyzyjnie wyznaczone poziomy dochodów? Kasta dziaduje za 10 tysięcy złotych, a rodzina opływa w dostatki i jeszcze im się po 500 dodaje, żeby przepili. No, ale rozmawiamy o sądach, sędziach i dowodach w sprawie, zatem trzeba być precyzyjnym. Oto cytat z wywiadu polskiej prezes SN dla niemieckiego portalu Onet.pl:
Przeciętny radca prawny zarabia więcej, niż sędzia sądu rejonowego. 7 tys. to straszne pieniądze? Na tym szczeblu 70 proc. nominacji to kobiety. Zarobki nie są wystarczające, by mężczyźni podejmowali ten zawód. Nieco lepiej jest w sądach okręgowych, ale za te ok. 10 tys. brutto dobrze żyć można tylko na prowincji. A co jest na samym szczycie? Dobry adwokat ma się lepiej, niż sędzia Sądu Najwyższego.
Pozostawiając w spokoju zarobki sędziów i adwokatów, które mniej więcej odpowiadają wyobrażeniom pani Małgorzaty, trzeba stanowczo stwierdzić, że o prowincji to pani Gosia nie ma żadnego pojęcia. U nas na wsi, jak ktoś ma 10 tysięcy na rękę to się pyta ile wieś kosztuje. Jeśli się taki szczęśliwy rzeczywiście trafi, no to właśnie jest adwokatem, który lubi mieć spokój, biznesmen z takimi samymi potrzebami, no i bywa, że sędzia się osiedli, ale ten zaszczyt jednak jest rzadkością dla prowincji. Pożartowaliśmy sobie, żeby nad bezczelnością najlepszej kasty nie płakać. Nie jest to jednak najlepsza puenta, ani nawet rozwinięcie kolejnej oderwanej od rzeczywistości wypowiedzi przedstawiciela wybranych i nietykalnych.
Sędziowie to nienajlepsza kasta, ale jedna z lepszych, bo takich, którzy nie mają pojęcia o życiu szarego zjadacza pasztetu z Biedronki jest znacznie więcej. Prócz bezczelności wyrażonej wprost jest w tej wypowiedzi coś jeszcze, mianowicie był to komentarz do oświadczeń majątkowych. Dalej prezes Gersdorf rozwijała swoje złote myśli tak:
Władza chce, by społeczeństwo myślało o sędziach, jako o „tłustych kotach”. (…) Przecież w tej chwili sędziowie składają takie oświadczenia do swych prezesów i urzędów skarbowych, a ja składam do prezydenta i urzędu skarbowego. Są niejawne, ale służby wszystko mogą sprawdzić. Po co zatem ujawnienie? Żeby ludzie się rzucili na te oświadczenia i zaczęli dysputy: „Skąd on ma?”. Sędzia rozstrzyga konflikt i nie może być wystawiany na odwet i zemstę przegranych.
Dopiero teraz można się pokusić o podsumowanie nie tylko ignorancji, ale też czegoś, co w myśl prawa jest cechą immanentną sędziego – logiki i doświadczenia życiowego. Pani prezes plebsowi wypomniała 500+ i ten sam plebs, który składa się na „głodowe” pensje sędziów odcina od możliwości kontrolowania przedstawicieli wymiaru sprawiedliwości. Logika i doświadczenie życiowe podpowiadają, że takich skrajnych ocen stanu faktycznego nie da się ze sobą pogodzić, ale pani prezes SN uczyniła to w sposób naturalny. Precyzyjnie oddany stosunek kast nietykalnych do prowincji najczęściej określanej ciemnogrodem. Płać i zamknij gębę, bo z sędzią, politykiem, autorytetem masz do czynienia. W ostatnich dniach sporo się mówi o Panach i„te Pany” nie mają nic wspólnego z „ludzkimi”. Póki z sądów nie znikną osoby pokroju Gersdorf, my tu na prowincji o żadnych podwyżkach rozmawiać nie będziemy.

Źródło: portal Kontrowersje.net, http://kontrowersje.net/ju_nie_za_6_ale_za_10_tysi_cy
_tylko_idiota_z_odziej_i_s_dzia_na_prowincji_robi

________________________________________________________
22 lutego 2017, Ewa D.
SĘDZIA ZATRUDNIAŁA WŁASNEGO KOCHANKA
Ewa D.

Miała stać na straży prawa, a miesiącami bezczelnie je łamała! Sędzia Ewa D. z Sądu Rejonowego w Sopocie zatrudniała swojego kochanka. Kiedy przekręt wyszedł na jaw i czekał ją sąd dyscyplinarny, rozchorowała się na długie lata. Finał? Postępowanie dyscyplinarne się przedawniło, a ona wylądowała na sowitej sędziowskiej emeryturze…
Nielegalny proceder sędzi Ewa D. zaczął się w 2010 r. Sprytna sędzia zaczęła zlecać opinię swojemu kochankowi, biegłemu lekarzowi. Proceder trwał niemal do końca 2011 r. W międzyczasie sędzia poślubiła swojego ukochanego, jednak nawet to jej nie przeszkodziło!
Kumoterstwo trwało w najlepsze, ale w styczniu 2012 r. prezes Sądu Okręgowego w Gdańsku dowiedziała się o wszystkim i złożył wniosek o postępowanie dyscyplinarne w sprawie sędzi. Ewa D. nagle mocno się rozchorowała. Już w lutym była na zwolnieniu.
Diagnoza? Depresja, która przedłużała się na kolejne lata. W lipcu zeszłego roku biegli wydali szokującą opinię. Stwierdzili, że sędzia „nie będzie mogła stanąć przed sądem ani teraz ani nigdy, ponieważ nie będzie w stanie prowadzić skutecznej obrony, a nawet mając obrońcę może mu przeszkadzać z powodu niskiej samooceny i brania na siebie win”. Postępowanie dyscyplinarne właśnie zostało umorzone, bo sprawa się przedawniła!
Nie dość, że sędzia uniknęła odpowiedzialności za swoje nadużycia i o sprawie może już zapomnieć. I wcale nie musi się martwić o swoją przyszłość. Sędzia Ewa D. jest bowiem od lipca 2014 r. w stanie spoczynku i pobiera sowitą sędziowską emeryturę. Z pewnością jest to około 6,7 tys. brutto. Tyle właśnie dostaje jej koleżanka z wydziału – sędzia Maria B. (37 l.).
(…)

Źródło: „Fakt” http://www.fakt.pl/wydarzenia/polska/sedzia-zatrudniala-wlasnego-kochanka/fwt0mpx

________________________________________________________
SN ODMAWIA UCHYLANIA IMMUNITETÓW WOBEC KOMUNISTYCZNYCH SĘDZIÓW OSKARŻONYCH O ZBRODNIE
Konsekwencje braku rozliczenia i oczyszczenia środowiska sędziowskiego z komunistycznego uwikłania są widoczne po dziś dzień. Okazuje się, że ponad ćwierć wieku po rzekomym upadku PRL, sędziowie Sądu Najwyższego konsekwentnie odmawiają pociągnięcia do odpowiedzialności karnej żyjących do dziś PRL-owskich sędziów, którzy będąc funkcjonariuszami komunistycznego aparatu represji, skazywali ludzi na podstawie niezgodnych z konstytucją aktów prawnych. Niestety, temida III RP często zamiast ślepa bywa wybiórcza.
To, że III RP roztoczyła nad komunistycznymi zbrodniarzami pokroju Kiszczaka czy Jaruzelskiego parasol ochronny, wiedzą dziś już niemal wszyscy. Nie wszyscy jednak mają świadomość, że środowisko sędziowskie, stanowiące równie istotną część aparatu represji, do dziś pozostaje praktycznie nierozliczone ze swoich zbrodni. Jedną z przyczyn takiego stanu rzeczy jest odmawianie przez sędziów Sądu Najwyższego pociągnięcia do odpowiedzialności karnej sędziów PRL-owskich, którzy będąc funkcjonariuszami komunistycznego aparatu represji, skazywali ludzi mających odwagę ze zbrodniczym systemem walczyć.
Przykład? Ot choćby sprawa SND 1/15 zakończona uchwałą Sądu Najwyższego z dnia 7 lipca 2015 r. Okazuje się, że prokurator IPN wystąpił do Sądu Dyscyplinarnego SN z wnioskiem o wydanie zezwolenia na pociągnięcie do odpowiedzialności karnej PRL-owskiego sędziego L.N., który jako funkcjonariusz państwa komunistycznego będąc sędzią sądu dopuścił się zbrodni komunistycznej polegającej na bezprawnym pozbawieniu wolności P.K. i skazaniu go na karę 6 lat pozbawienia wolności, którą P.K. odbywał, pomimo tego, że czyn którego popełnienie mu przypisano nie był przez prawo zabroniony w czasie jego popełniania. Co robi Sąd Najwyższy? Odmawia udzielenia zezwolenia na pociągnięcie PRL-owskiego sędziego (obecnie w stanie spoczynku) do odpowiedzialności karnej za wskazany powyżej czyn.
Prokurator IPN składa zażalenie na ww. uchwałę SN. Nadal domaga się wydania zezwolenia na pociągnięcie do odpowiedzialności karnej sędziego L.N. Co robi rozszerzony, bo 7-osobowy skład SN? W dniu 23 października 2015 r. wydaje podejmuje decyzję o utrzymaniu w mocy zaskarżonej uchwały (sygn. akt SNO 63/15).
Adam Strzembosz, były prezes Sądu Najwyższego, powiedział na początku lat 90-tych ubiegłego wieku, że „środowisko sędziów oczyści się samo” (bez lustracji i dekomunizacji). Jak bardzo proces ten się nie udał widzimy teraz, po upływie ponad ćwierćwiecza trwania III RP, kiedy sędziowie i prawnicy słysząc słowa o braku oczyszczenia swojego środowiska ostentacyjnie wychodzą z sali, w której przemawia wiceminister sprawiedliwości o tym wzmiankujący.

Źródło: Uchwała Sądu Najwyższego – Sygn. akt SND 1/15 (sn.pl), Uchwała Sądu

27 listopada 2010, Zbigniew J.
TARNOBRZEG: SĘDZIA ZBIGNIEW J. UKRADŁ KIEŁBASĘ ZA 6 ZŁ – MOŻE STRACIĆ 5000 ZŁ EMERYTURY
Zbigniew J.

Skandal, jakich mało! Zbigniew J. (56 l.), emerytowany sędzia Sądu Okręgowego w Tarnobrzegu, został przyłapany na kradzieży kiełbasy za 6,10 złotych. Sędzia swój łup schował w rękawie, a ochroniarze zatrzymali go, gdy omijał kasy.
Dzień po tym zdarzeniu Zbigniew J. wjechał do rowu samochodem. Dlaczego? Bo uciekał przed chcącym go zatrzymać policyjnym patrolem. Okazało się, że był pijany, a wypadek wyzwolił w nim taką agresję, że policjanci musieli zakuć go w kajdanki i umazanego błotem przewieźć na badanie krwi. Szybko okazało się, że sędzia jest… recydywistą! Nie miał prawa jazdy, bo zostało zatrzymane rok wcześniej po tym, jak pijany rozbijał się autem po rodzinnym Chełmie. Wszystko to działo się w 2006 roku, ale dopiero teraz, po 4 latach, wyskoki pana sędziego znalazły swój epilog w sądzie. Rok więzienia w zawieszeniu na dwa lata – tak brzmi prawomocny wyrok.
Jak to możliwe, że skazanie sędziego trwało tak długo? Przez cały ten czas sędzia nie pracował i uporczywie odwoływał do sądów wyższych instancji, powołując się na przedawnienie. I przez cały czas pobierał uposażenie sędziowskie – ok. 5 tys. złotych miesięcznie.
Sąd Najwyższy orzekł jednak, że przedawnienia nie ma, a Zbigniew J. dopuścił się czynów uchybiających funkcji sędziego. I z tego powodu sędziemu grożą dodatkowe konsekwencje, sprawą bowiem zajmie się sąd dyscyplinarny. – Sędziemu grozi pouczenie, upomnienie, nagana, a nawet złożenie urzędu sędziowskiego, co w efekcie może oznaczać odebranie emerytury – mówi Krzysztof Michałowski z Zespołu Prasowego Sądu Najwyższego.
Nie mówiąc o tym, że to kompromitacja i drwina z poważnego urzędu. Zwłaszcza że pan sędzia orzekał w trudnych sprawach ponad 30 lat. To on decydował o przedterminowym zwolnieniu z więzienia Bogusława Baksika, szefa spółki Art-B, skazanego za wyprowadzenie z banków 420 mln zł. Sędzia Zbigniew J. słynął w Tarnobrzegu z surowych wyroków dla pseudokibiców, zabójców i pijanych kierowców. A tu taka wpadka! Zamiast smaku kiełbasy, pozostał wstyd.

Źródło: „Super Express”, „Fakt”, http://www.se.pl/wiadomosci/polska/sedzia-ukrad-kiebase-za-6-z_161890.html

________________________________________________________
17 lutego 2017, Opinie
„WYJĘCI SPOD PRAWA”? O SĘDZIACH, KTÓRZY KRADNĄ W MARKETACH…
(…) – Sędziowie są wyjęci spod prawa, bo tak zostało skonstruowane nasze państwo. Sędzia, który jest przyłapany na gorącym uczynku, na kradzieży wraca sobie potem do sądu i sądzi Polaków, wymierzając sprawiedliwość – podkreślił poseł Adam Andruszkiewicz z Kukiz’15.
(…)
– Żyjemy w kraju, w którym takie patologie mają miejsce, trzeba to zmienić jak najszybciej – powiedział.
Z kolei Paweł Rabiej (Nowoczesna) przyznał, że sądy w Polsce działają niezwykle przewlekle.
– To jest fakt, który widzą ludzie, którzy mają sprawy cywilne albo gospodarcze – mówił.
Jego zdaniem Polacy patrzą na środowisko sędziowskie, jako na te, które nie potrafi wyciągać wniosków ze spraw, które godzą w ich wizerunek.
– W każdym środowisku zdarzają się czarne owce, ale bardzo ważne jest to, aby to środowisko sędziowskie miało bardzo jasne zasady etyczne i moralne, ale też starało się pozbywać takich czarnych owiec w miarę szybko – mówił.
– U zarania powstania III RP utworzono takie obszary państwa, które były nietykalne m.in. całe sądownictwo – stwierdził Arkadiusz Czartoryski z PiS. – Cała ta grupa zawodowa nie była zweryfikowana i była w zasadzie poza systemem, takim, który zwykły obywatel miał nad sobą – dodał.
Jego zdaniem ustrój sądowniczy powinien podlegać zmianie, a jedną z propozycji jest utworzenie autonomicznej izby dyscyplinarnej w Sądzie Najwyższym, która miałaby rozważać takie sprawy dyscyplinarne.

Źródło: tvp.info, niezalezna.pl, http://niezalezna.pl/94036-wyjeci-spod-prawa-o-sedziach-ktorzy-kradna-w-marketach

________________________________________________________
24 czerwca 2016, Wiesława B.
OTO WSTYDLIWA PRAWDA O ELITACH III RP! SĘDZIA USIŁOWAŁA UKRAŚĆ… 30 ZŁOTYCH
Do wstrząsającego zdarzenia doszło w szczecińskim supermarkecie. Kobieta usiłowała okraść sklep z przewodników, które były na promocji. Okazało się, że sprawcą jest… sędzia Wiesława B.
Kobieta chodziła po sklepie i metkownicą naklejała na promocyjne ceny metki z niższymi kwotami. Promocyjne ceny przewodników wynosiły 14.99, jednak sędzia zaklejała je metkami z nadrukiem… 4,99. Chciała więc oszukać sklep na 10 zł za egzemplarz przewodnika. Do koszyka wrzuciła aż trzy egzemplarze i udała się do kasy.
Tam oszustwo zostało wykryte i sędzia trafiła w ręce ochrony, a ta poinformowała policję. – Sędzia jeszcze tego samego dnia została zawieszona w czynnościach służbowych na miesiąc – powiedział PAP w sobotę rzecznik prasowy Sądu Okręgowego w Szczecinie Michał Tomala. Jak dodał, prezes Sądu Okręgowego w Szczecinie zawnioskował także do prezesa Sądu Apelacyjnego w Szczecinie o odwołanie sędzi z funkcji wizytatora.
Przeciwko sędzi toczy się postępowanie w szczecińskiej prokuraturze o czym poinformowała jej rzecznik, Joanna Biranowska-Sochalska.

Źródło: malydziennik.pl, http://www.pch24.pl/oto-wstydliwa-prawda-o-elitach-iii-rp–sedzia-usilowala-ukrasc-30-zlotych-,52550,i.html#ixzz4mnNV7I2C

________________________________________________________
13 stycznia 2017, Krzysztof Sobierajski
NAJWAŻNIEJSZY SĘDZIA MAŁOPOLSKI ZAWIESZONY
Afera w sądownictwie. Prezes Sądu Apelacyjnego w Krakowie Krzysztof Sobierajski został zawieszony w czynnościach służbowych na trzy miesiące. Taką uchwałę wydał Sąd Apelacyjny w Łodzi, popierając odpowiedni wniosek Ministerstwa Sprawiedliwości. Zawieszenie sędziego Sobierajskiego ma związek z aferą korupcyjną w SA w Krakowie. Z informacji, do jakich dotarli dziennikarze Radia RMF FM, wynika, że na fikcyjnych ekspertyzach prawnych prezes sądu mógł zarobić około miliona złotych.
Według śledczych w Sądzie Apelacyjnym w Krakowie przez trzy lata dochodziło do milionowych przekrętów. Oszustwo miało polegać na tym, że sąd zlecał firmom zewnętrznym różnego rodzaju analizy i opracowania. Płacił za nie po kilkadziesiąt tysięcy złotych. Tymczasem firmy, zamiast przygotowywać analizy, miały zlecać te prace pracownikom sądu. W proceder zamieszanych było kilkanaście firm. Właściciele spółek są powiązani towarzysko i rodzinnie z dyrektorem sądu oraz dyrektorem Centrum Zakupów dla Sądownictwa. Zatrzymanym osobom grozi do dziesięciu lat więzienia. Wśród nich jest dyrektor Sądu Apelacyjnego w Krakowie Andrzej P., główna księgowa Marta K., były dyrektor Centrum Zakupów dla Sądownictwa Marcin B. i osoby z firm, które miały „wykonywać” zlecenia na rzecz sądu – Katarzyna N. i Jarosław T. Większość podejrzanych przebywa, na mocy decyzji sądu, w areszcie tymczasowym. Sędzia Sobierajski nie został w tej sprawie przesłuchany, ponieważ chroni go immunitet. Prezes SA podał się do dymisji 18 grudnia. Wtedy tłumaczył to jako protest przeciwko działaniom Ministerstwa Sprawiedliwości, które zakwestionowało „kwalifikacje zawodowe i moralne” prezesa sądu. Wcześniej Zbigniew Ziobro złożył do Krajowej Rady Sądowniczej wniosek o odwołanie Krzysztofa Sobierajskiego z funkcji prezesa Sądu
Apelacyjnego w Krakowie i wszczęcie wobec niego postępowania dyscyplinarnego.

Marcin Banasik
Źródło: „Dziennik Polski”, http://www.dziennikpolski24.pl/aktualnosci/a/najwazniejszy-sedzia-malopolski-zawieszony-wideo,11686240/

________________________________________________________

22 września 2009, Wojciech P.
SĘDZIA PODEJRZANY O FAŁSZOWANIE DOKUMENTÓW
Sędzia Sądu Rejonowego Gdańsk-Północ usłyszał zarzut sfałszowania swojego zaświadczenia o zarobkach. Chciał dzięki niemu uzyskać kredyt.
Sędzia z Sądu Rejonowego Gdańsk-Północ usłyszał od prokuratora zarzut podrobienia dokumentów. Chodzi o sfałszowanie zaświadczenia o zarobkach, dzięki któremu chciał uzyskać kredyt w wysokości 100 tys. zł.
Zarzuty to efekt afery, która miała miejsce na początku 2008 roku. Wtedy to ujawniono, że sędzia Wojciech P., który pracował w Sądzie Rejonowym Gdańsk-Północ, zawyżył swoje dochody, aby otrzymać większy kredyt.
– Wojciech P. nie przyznał się do popełnienia przestępstwa – powiedział Witold Niesiołowski, szef Prokuratury Rejonowej Gdańsk-Wrzeszcz, zajmującej się sprawą. – Podejrzany złożył wyjaśnienia, które wymagają przeprowadzenia przez prokuraturę dodatkowych czynności. Jakich? Tego prokurator nie chciał ujawnić.
Sprawa wyszła na jaw w sądzie, do którego bank zwrócił się z prośbą o potwierdzenie autentyczności oświadczenia o zarobkach Wojciecha P.
Dlaczego sędzia sfałszował zaświadczenie? Podstawa pensji sędziego Sądu Rejonowego w tamtym czasie wynosiła nieco ponad 3,5 tys. zł netto. Do tego dochodzą dodatki związane z wysługą lat i ewentualnymi funkcjami, np. przewodniczego wydziału. Ponieważ chodzi o sędziego z długim stażem, można założyć, że jego zarobki sięgały minimum 4,5 tys. zł netto. Przy takim dochodzie większość banków oferowała kredyt w wysokości nawet 400 tys. zł.
Mimo że sędzia natychmiast został zawieszony w wykonywaniu czynności zawodowych, to z postawieniem zarzutów czekano, aż sąd prawomocnie uchyli immunitet sędziego. Nastąpiło to dopiero w tym miesiącu. Sędziemu grozi do 5 lat więzienia.

Źródło: portal Trójmiasto.pl, http://www.trojmiasto.pl/wiadomosci/Sedzia-podejrzany-o-falszowanie-dokumentow-n34784.html

________________________________________________________
22 stycznia 2014, Mariusz K.
JAK BYŁY SĘDZIA ZOSTAŁ FAŁSZYWYM WYKŁADOWCĄ W PIĘCIU UCZELNIACH? HISTORIA OSZUSTA JAK Z FILMU „KONSUL”
Mariusz K.

Były sędzia podawał się za doktora prawa i chasyda. Jakim cudem oszukał korporację radców prawnych i został wykładowcą na pięciu uczelniach?
Byłemu sędziemu Mariuszowi K. też grozi więzienie. Właśnie do sądu wpłynął akt oskarżenia. Oto historia człowieka, który od wymierzania prawa przechodzi na stronę bezprawia.
SĘDZIA KUPUJE LODÓWKĘ
W 1992 r. Mariusz K. kończy prawo na Uniwersytecie Warszawskim. Pracy magisterskiej „Paserstwo nieumyślne” broni pod kierunkiem Lecha Gardockiego, przyszłego pierwszego prezesa Sądu Najwyższego. Kończy też politologię. Przez rok uczy historii w liceum. Wyjeżdża jednak z Warszawy. Robi aplikację sędziowską. Po otrzymaniu nominacji na sędziego z rodzinnego Augustowa przenosi się do Sądu Rejonowego w Piszu. Jest chwalony i ambitny. Dokształca się. Kończy m.in. studia podyplomowe dla sędziów przy Ministerstwie Sprawiedliwości. Zaczyna studia doktoranckie.
Ale w piskim sądzie w 2001 r. wytoczono mu sprawę dyscyplinarną. Pobierał pieniądze na delegacje, których nie było (3,3 tys. zł). Kupił też używaną lodówkę za 1,6 tys. zł od szwagra. Na rachunek sądu. Tłumaczył, że tak robili wszyscy w sądzie. Choć zwrócił pieniądze, wyrok był surowy – wydalenie z zawodu.
PIERWSZE REFERENCJE Z DRUKARKI
Po tym K. po raz pierwszy fałszuje życiorys. Składa wniosek o wpis na listę radców prawnych w izbie w Olsztynie. Izba dopytywała, dlaczego nie jest już sędzią. Odpisał, że odszedł z powodów rodzinnych. Na dowód dołączył podrobione pisma z piskiego sądu.
Na ich podstawie izba radców przyjęła go do korporacji. W todze radcy prawnego Mariusz K. wrócił do stolicy. Otworzył kancelarię. Zamieszkał w Piasecznie. Niewiele wiadomo, jak sobie radził. Pewne jest, że miał aż 14 postępowań dyscyplinarnych przed sądem radcowskim. Niektórzy klienci skarżyli się, że przyjmuje pieniądze i nie prowadzi spraw. Dwa razy ukarano go grzywną, raz naganą, ale nie wyrzucono z zawodu. Mariusz K. sam zawiesił działalność w 2009 r.
Zbiega to się z początkiem jego naukowej kariery na prywatnych uczelniach. Szlify zdobywa w Wyższej Szkole Zarządzania i Prawa im. Heleny Chodkowskiej. W CV wpisuje, że ma doktorat, pracował w kancelarii adwokackiej w Berlinie oraz w Ministerstwie Sprawiedliwości. Oryginałów dyplomów nie składa. Gdy sekretariat się o nie upomina, robi uniki. Po roku uczelnia go zwalnia.
DRUGIE REFERENCJE Z DRUKARKI
Mariusz K. jeszcze przed zwolnieniem z uczelni bierze urlop i leci na trzy miesiące do Izraela. Dostaje izraelskie obywatelstwo. Były sędzia odkrył swoje żydowskie korzenie. Przybiera nowe nazwisko po babce (tak potem zezna w prokuraturze). Wyrabia izraelski paszport i prawo jazdy. I wraca do Polski jako Noah Rosenkranz. Zapuszcza brodę, zakłada jarmułkę, lnianą koszulę przepasuje paskiem. Na domowym komputerze preparuje dyplom doktora Wolnego Uniwersytetu w Berlinie i potwierdzenie habilitacji w The Van Leer Jerusalem Institute. Tłumacz na podstawie skanów podróbek, przekłada je na polski i poświadcza.
Przetłumaczone materiały wysyła do resortu nauki i szkolnictwa wyższego z prośbą o opinię, czy może pracować w Polsce. Dostaje ogólną odpowiedź, że tak. Pismo z ministerstwa przerabia w domu, dopisując zdania, że resort potwierdza równoważność jego dyplomów. I wysyła je z ofertą pracy już jako Noah Rosenkranz. Z CV wynika, że urodził się w Berlinie, żona mieszka w Los Angeles, pracował w kancelarii w Nowym Jorku. Sale wykładowe w 2010 r. otwierają mu:
* Uniwersytet Przyrodniczo-Humanistyczny w Siedlcach,
* Wyższa Szkoła Przedsiębiorczości i Nauk Społecznych w Otwocku,
* Uczelnia Łazarskiego,
* Prywatna Szkoła Businessu, Administracji i Technik Komputerowych.
Studenci chwalą go za ciekawe wykłady. Na trzech uczelniach dostaje etat.
DOCIEKLIWY JAK AKADEMIK
Po kilku miesiącach kariera się załamuje. Dociekliwy pracownik uczelni w Siedlcach dopytuje o dyplomy i etaty. Gdy nie dostaje odpowiedzi, pisze do Ministerstwa Nauki prośbę o potwierdzenie dyplomów. Ministerstwo wysyła pytania do Berlina i Jerozolimy, skąd przychodzi odpowiedź: „Noah nie dostał od nas dyplomów”.
Uczelnie zwalniają „profesora” listownie, bo nie mogą go odnaleźć. Minister nauki Barbara Kudrycka zawiadamia prokuraturę. Jest wiosna 2011 r.
Drugie śledztwo toczy się na Mazurach w sprawie podrobienia pisma prezesa sądu. Prokurator chce stawiać zarzuty, ale Noaha nie ma w domu. Żona twierdzi, że nie wie, gdzie jest, choć przed domem stoi land rover z jego dokumentami. Noah wodzi śledczych za nos przez blisko dwa lata. Zostaje zatrzymany w październiku 2013 r. Demaskują go studenci Uniwersytetu Jagiellońskiego, gdzie studiuje judaistykę, ale jako Mariusz K. Skojarzono go z aferą fałszywego profesora, bo sprawę opisała „Polityka”. Został aresztowany w ubraniu chasyda.
W prokuraturze nie zeznał wiele. Potwierdził fałszowanie dyplomów. – Moje działanie było spowodowane złą sytuacją w szkolnictwie. Uczelnie interesowało jedynie, kiedy zacznę pracę.
Za oszustwo i fałszowanie dokumentów grozi mu do ośmiu lat więzienia. Jest w areszcie. Z celi prosił prokuraturę o zgodę na koszerne jedzenie, bo „jest religijnym Żydem”.
Na wykładach zarobił ok. 180 tys. zł. Cztery uczelnie mają status pokrzywdzonych. Jedynie Prywatna Szkoła Biznesu uznała, że nie ma problemu, bo K. jest magistrem prawa, więc mógł prowadzić wykłady, studenci zaś nie muszą powtarzać egzaminów. Na innych musieli.
PROFESOR Z IMPORTU
Jak to możliwe, że szkoły dały się nabrać? Uczelnia Łazarskiego do czasu wydania wyroku odmawia komentarza. Rektor szkoły otwockiej: – W Polsce zatrudnionych jest kilka tysięcy nauczycieli akademickich obcokrajowców. Jest ponad 400 uczelni. Jak uczelnia ma sprawdzić, czy dyplomy z USA, Japonii, Izraela, Indii są oryginalne? Można sprawdzić przez porównanie z oryginalnym wzorcem lub na uczelni, która go wystawiła – mówi rektor Andrzej Pietrych. Uważa, że dyplomy powinno sprawdzać ministerstwo.
Resort informuje, że obcokrajowiec, żeby wykładać na uczelni, nie musi występować o uznanie swoich dyplomów w Polsce. Taki obowiązek jest, jeśli uczelnia chce go zaliczyć do minimum kadrowego. Ministerstwo potwierdza autentyczność dyplomów tylko wtedy, gdy jest podejrzenie fałszerstwa.
To nie koniec historii. Były sędzia może mieć też drugi akt oskarżenia. Do prokuratury zgłosiła się żona biznesmena z Warszawy, któremu Mariusz K. miał pomóc za ponad 400 tys. zł wyplątać się z problemów z urzędem skarbowym. Na poczet wynagrodzenia wziął od biznesmena land rovera, porsche 911 i mercedesa S 400.
Z korporacji radcowskiej Mariusz K. został skreślony dopiero pięć miesięcy temu.

Mariusz Jałoszewski
Źródło: „Gazeta Wyborcza”, http://wyborcza.pl/1,76842,15313894,Jak_byly_sedzia
_zostal_falszywym_wykladowca_w_pieciu.html

________________________________________________________
28 czerwca 2017, Andrzej Zielonacki
NOWY SĘDZIA TK OSKARŻONY O DWA OSZUSTWA. ALE DYSCYPLINARKI NIE BĘDZIE
Andrzej Zielonacki

Kontrowersje wokół Andrzeja Zielonackiego. Nowy sędzia Trybunału Konstytucyjnego jest oskarżany o dwa oszustwa. W jego sprawie miało się toczyć postępowanie dyscyplinarne, ale nie będzie. Bo chwilę po wyborze wykreślił się z listy adwokatów. Prezydent odebrał dzisiaj ślubowanie od nowego sędziego TK – Andrzeja Zielonackiego.
NIESKAZITELNY CHARAKTER
Sprawę opisuje „Gazeta Wyborcza”. Dotarła do dwóch skarg na nowego sędziego. Lidia Z. zarzuca Zielonackiemu, że „wprowadził ją w błąd co do złożenia w jej sprawie pozwu do sądu i nie zwrócił akt”. W czerwcu, adwokat został wezwany do wyjaśnienia kolejnej sprawy – Anna S. oskarżyła tym razem Zielonackiego o złe wykonywanie obowiązków w ramach powierzonego pełnomocnictwa.
– Dr Andrzej Zielonacki mnie oszukiwał. Twierdził, że złożył pozew w sądzie i chodził na rozprawy. Okazało się, że moja sprawa nie istnieje – twierdzi Lidia Z.
Utrzymuje, że prawnik zwodził ją i okłamywał, nie prowadząc wcale zleconej sprawy o odzyskanie majątku. Pozew, którego jak się okazało adwokat w ogóle nie złożył, miał doprowadzić do zawieszenia postępowania egzekucyjnego wobec kobiety.
(…)

Źródło: Gazeta.pl, http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/7,114871,22021263,nieskazitelny-charakter-co-ma-na-sumieniu-nowy-sedzia-tk.html

________________________________________________________
8 lutego 2017, sędziowie ogólnie
BEZPRAWIE W SĄDZIE NAJWYŻSZYM. SĘDZIOWIE NIE CHCĄ UJAWNIĆ WYCIĄGÓW ZE SŁUŻBOWYCH KART
Małgorzata Gersdorf1

W ocenie Sądu Najwyższego ujawnienie wydatków sędziów – za które oczywiście zapłacili podatnicy – stanowiłoby niedochowanie tajemnicy. Profesor Gersdorf przypomina, że przysięga ta wiąże ją tak samo, jak wszystkich innych sędziów. I, choćby najbardziej chciała, nie może podać numerów kart płatniczych. Zabrania tego bowiem regulamin banku.
Kilka tygodni temu informowałem państwa, że już niebawem dowiemy się, ile wydali i za co płacili służbowymi kartami sędziowie Sądu Najwyższego („Służbowe wydatki podane jak na tacy”, DGP z 20 grudnia 2016 r.). Naczelny Sąd Administracyjny – wbrew stanowisku SN – uznał bowiem, że tego typu informacja jest, pisząc prawniczo, informacją publiczną. A co za tym idzie, obywatele mają prawo się dowiedzieć, co, za ile i jak często w warszawskich restauracjach kupowali najlepsi orzekający w Polsce.
Muszę państwa przeprosić. Nie doceniłem pomysłowości Sądu Najwyższego. Wspomniany tekst zakończyłem bowiem stwierdzeniem: „Teoretycznie możliwy jest wariant, że SN nadal nie będzie chciał ich (żądanych informacji – red.) przekazać. Musiałby jednak wówczas wykazać np., że wyciągi z kart stanowią tajemnicę przedsiębiorstwa (którym sąd nie jest) lub że SN podlega przymusowej restrukturyzacji (co jest prawnie niedopuszczalne)”. Co oczywiście było drobną złośliwością. Ale okazało się, że pierwszy prezes SN prof. Małgorzata Gersdorf rzeczywiście odmówiła wyłożenia kart na stół.
Użyta argumentacja jest zaś jeszcze bardziej kuriozalna niż zasłanianie się upadłością sądu. Jak bowiem czytamy w wydanej decyzji odmownej, udostępnienie informacji o wydatkach ze służbowych kart jest niemożliwe ze względu na… rotę przysięgi sędziego. Gdyby ktoś nie znał, służę: „ślubuję uroczyście jako sędzia Sądu Najwyższego służyć wiernie Rzeczypospolitej Polskiej, stać na straży prawa, obowiązki sędziego wypełniać sumiennie, sprawiedliwość wymierzać zgodnie z przepisami prawa, bezstronnie według mego sumienia, dochować tajemnicy prawnie chronionej, a w postępowaniu kierować się zasadami godności i uczciwości”.
No i w ocenie Sądu Najwyższego ujawnienie wydatków sędziów – za które oczywiście zapłacili podatnicy – stanowiłoby niedochowanie tajemnicy. Profesor Gersdorf przypomina, że przysięga ta wiąże ją tak samo, jak wszystkich innych sędziów. I, choćby najbardziej chciała, nie może podać numerów kart płatniczych. Zabrania tego bowiem regulamin banku, w którym jak byk stoi, że „ze względów bezpieczeństwa numer karty ani inne dane widniejące na karcie nie mogą być udostępniane osobom trzecim”. No i w grę – co podkreśla SN w wydanej decyzji – wchodzi też tajemnica bankowa. Innymi słowy, stanowisko sądu można sparafrazować tak: bardzo byśmy chcieli pomóc, ale nie możemy.
Rzecz w tym, że Fundacja ePaństwo, która wystąpiła z wnioskiem o udostępnienie informacji publicznej, nie chciała oczywiście żadnych numerków. Bo te nikogo, kto nie chce opróżnić konta, nie obchodzą. Chciała tylko i aż dowiedzieć się, ile służbowych kart wydano, kto je otrzymał, oraz dostać wyciągi zawierające wykazy wydatków. Krótko mówiąc, dowiedzieć się, którzy z sędziów i pracowników wydawali publiczne pieniądze.
(…)

Źródło: Dziennik.pl, http://wiadomosci.dziennik.pl/opinie/artykuly/542133,sad-najwyzszy-karty-sluzbowe-nsa.html

________________________________________________________
SĘDZIA ZŁODZIEJKA
Ochrona zatrzymała ją zaraz po odejściu od kasy. Szczecińska sędzia od razu przyznała się do zarzucanego jej oszustwa. Pokazała legitymacje sędziowską, po czym do sklepu zostali wezwani policjanci.
– W dniu kradzieży kolegium sędziów sądu okręgowego odsunęło panią sędzię od orzekania na jeden miesiąc. Mogliśmy iv trybie natychmiastowym pode. jąć taką decyzję, ponieważ mamy tu do czynienia z próbą oszustwa, co jest traktowane jak przestępstwo – przyznaje Michał Tomala, rzecznik Sądu Okręgowego w Szczecinie.

________________________________________________________
PIJANA SĘDZIA SPOWODOWAŁA WYPADEK. MIAŁA 2,5 PROMILA
Bez nazwy-7Kolejny skandal z udziałem sędziego! Tym razem na ulicach Chorzowa (woj. śląskie) rozbijała się Beata B., sędzia Sądu Rejonowego w Siemianowicach Śląskich. Wsiadła za kółko, mimo że miała… 2,5 promila alkoholu. Kierowane przez nią auto dachowało. To cud, że nikt nie zginął!
W stanie kompletnego upojenia alkoholowego Beata B. wsiadła za kółko w niedzielę w godzinach południowych. Około godz. 13 na skrzyżowaniu ul. Szwedy z Wandy w Chorzowie wyjechała z podporządkowanej drogi wprost pod opla astrę. W wyniku silnego zderzenia auto sędzi wylądowało na dachu. Dwukrotne badanie alkomatem pokazało ten sam wynik – 2,5 promila w wydychanym powietrzu. – Kierująca suzuki nie zastosowała się do znaku „stop”. Przyznała, że jest sędzią. Nie zasłoniła się immunitetem. Przeprowadzono z nią takie czynności, jak z każdym innym kierowcą – mówi Sebastian Imiołczyk, oficer prasowy Komendy Miejskiej Policji w Chorzowie.
Prowadzenie samochodu pod wpływem alkoholu to już przestępstwo. I w tym kierunku sprawa będzie prowadzona przez śledczych z katowickiej prokuratury okręgowej. – Sprawa dotyczy prowadzenia pojazdu pod wpływem alkoholu. Wystąpimy z wnioskiem o uchylenie immunitetu uczestniczącej w kolizji sędzi – mówi Agnieszka Wichary z zespołu prasowego katowickiej prokuratury okręgowej.
Beacie B. grożą nawet dwa lata więzienia. Jak komentują aferę w katowickim sądzie? – Prezes sądu został poinformowany o zdarzeniu. Na razie zwróciliśmy się o przesłanie do nas oficjalnej dokumentacji na ten temat. Jeśli te doniesienia zostaną potwierdzone, to oczywiście konsekwencje dyscyplinarne zostaną wobec pani sędzi wyciągnięte – komentuje nam Krzysztof Zawała, rzecznik prasowy Sądu Okręgowego w Katowicach.
Dyscyplinarne konsekwencje dla sędzi mogą być różne – od upomnienia aż po wydalenie z zawodu. Beata B. nie została zatrzymana. W pracy jej wczoraj nie było – przebywa na tygodniowym urlopie. W przeszłości była prezesem SR w Siemianowicach Śl. Obecnie pracuje w wydziale cywilnym.

Źródło:
http://www.se.pl/wiadomosci/polityka/pijana-sedzia-spowodowaa-wypadek-miaa-25-promila_995471.html